poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Coś na rozdwajające się włosy - Biovax, Serum wzmacniające A+E

Po długiej nieobecności spowodowanej natłokim zadań postanowiłam wrócić do Was z nową recenzją kosmetyku do włosów na punkcie którego oszalałam. Mowa mianowicie o Serum wzmacnijącym A+E firmy Biovax
Moje włosy mimo tego, że nie są farbowane, ani też nie mają skłonności do przetłuszczania się czy też łupieżu od lat niemiłosiernie się rozdwajają. Jak do tej pory nie pomagały żadne odżywki, maski czy też inne specyfiki, które używałam przy prostowaniu włosów (nie używam suszarki do włosów, a prostowanie też ograniczam jedynie do minimum. Nawet dłuższa przerwa w korzystaniu nie zwalczyła mojego problemu).

Jedynymi specyfikami do włosów, które jako tako pozwalały mi chociażby częściowo zwalczyć mój problem stanowiły różnego rodzaju "tłuste" preparaty (jedwab Biosilku oraz znane serum z Avon). Główny problem z nimi polegał na zbyt szybkim przetłuszczaniu się włosów, no i do końca oba kosmetyki nie radziły sobie z "wizualnym" ogarnięciem białych, rozdwojonych końcówek.
Po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji stwierdziłam, że czas wypróbować nowy produkt, który odnalazłam na wizaz.pl - SERUM WZMACNIAJĄCE A+E  Biovax


To prawdziwy zastrzyk witaminowy dla Twoich włosów. Receptura preparatu stworzona została na bazie  witamin A i E, będących źródłem młodości i witalności.

WŁAŚCIWOŚCI:
- odżywia zniszczone partie włosów.
- Zmniejsza ich łamliwość.
- nadaje włosom naturalny połysk i gładkość.
- hamuje rozdwajanie końcówek.
- wzmacnia naturalną barierę ochronną włosa.

Skład: Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane (and) Dimethiconol, Amodimethicone, Phenyl Trimethicone, Isohexadecane (and)Polyisobutane, Parfum, Isopropyl Myristate, Glicyne Soja (Soybean) Oil, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Linoleic Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Geraniol.


Moje wrażenia:
- włosy są miękkie, gładkie dobrze się rozczesują;
- nadaje efekt "sypiących włosów";
- nie elektryzują się;
- zdecydowanie widoczna poprawa w ilości zauważalnych rozdwojonych końcówek - to mi się podoba;
- włosy są błyszczące (ale nie tłuste);
- ładnie się układają;
- nie wiem jak z nawilżeniem i odżywieniem (za krótko używam, ale chyba widzę małą poprawę)
- zapach jest w miarę przyzwoity (nie powala tak jak jedwab Biosilku);
- nie przetłuszcza;
- nie nadaje efektu tępych, oblepionyh w kosmetyk włosów;
- wygodne opakowanie z dozownikiem dzięki czemu produkt nie wylewa się z opakowania;
- jedynym minusem jest pojemność tylko 15 ml (mogłoby być większe);
- cena: tylko 10,50 zł (kupione w aptece) !!!

Jak narazie to jest chyba jeden z moich najbardziej ulubionych produktów zarówno do pielęgnacji, jak  i stylizacji włosów. Już w planach mam zakup kilku dodatkowych buteleczek, żeby przez przypadek nie zapomnieć o kuracji.

Mystery


środa, 15 lutego 2012

Essence, Allround Talent - wielozadaniowy lakier (utwardzacz)

Dzisiaj notka na pisana na szybko:) Mowa w niej będzie o utwardzaczu do lakieru marki Essence - Allround Talent Nail Protector, który chciałabym Wam bardzo polecić. 

Na początek kilka słów producenta "Lakier do paznokci Allround Talent może być używany bezpośrednio na paznokieć jako baza lub lakier nawierzchniowy. Chroni naturalne paznokcie przed odbarwieniami, optycznie wybiela i wygładza. Także odświeża kolor i nadaje blask paznokciom pomalowanym oraz zapobiega odpryskiwaniu lakieru".
























PLUSY
- preparat ten stosuję od jakiegoś czasu i mogę powiedzieć, że rzeczywiście przedłuża on niesamowicie trwałość lakieru (używam lakierów Golden Rose i według mnie ich jakość jest niewiele gorsza od Inglota) w moim przypadku produkt ten przedłuża ich trwałość o minimum 4-5 dni. W tym czasie rzeczywiście lakier nie odpryskuje i nie ściera się ()

- produkt wzmacnia i wygładza jednocześnie płytkę paznokcia, dzięki czemu paznokcie nie rozdwajają się i nie łamią

MINUSY
- jedyne wątpliwości mam co do obietnicy producenta dotyczącej wybielenia płytki, ja u siebie tego nie zauważyłam

- zmienia kolor lakieru w przypadku ciemniejszych odcieni, na szczęście na jaśniejszych odcieniach aż tak bardzo tego nie widać).


Tutaj widać różnicę


Sposób użycia. Utwardzacz używam jako lakier nawierzchniowy (raz użyłam go jako bazę i utwardzacz jednocześnie i muszę powiedzieć, że metoda ta nie sprawdziła się w ogóle; lakier po jednym dniu dosłownie odkleił się od paznokcia!!).
Nie wiem jeszcze jak produkt sprawdza się w formie bazy, ale zamierzam przetestować to w najbliższym czasie (wtedy zrobię mały "update" notki). 

Konsystencja. Produkt ma konsystencję zwykłego lakieru, jednak jako lakier nawierzchniowy pozostawia niestety za sobą fioletową poświatę, Produkt schnie w miarę szybko. Jest niesamowicie tani i wydajny

Cena. (7,99 zł/8ml).

Moje wrażenia. Produkt jednym słowem warty swojej ceny. 

poniedziałek, 13 lutego 2012

HOW TO: Loose-knotted hairstyle - czyli kolejna fryzura

Dzisiaj krótki i szybki post na temat mojej dzisiejszej fryzury. 

Jest prosta do wykonania i nieskomplikowana. 
A o to jak ją zrobiłam

KROK 1:
Zbieramy włosy na wysokości uszu, dzielimy na dwa pasma a następnie robimy zwyczajny "supełek", który mocujemy za pomocą wsuwek.



KROK 2:
Powtarzamy krok 1 na kolejnej partii włosów pamiętając aby zostawić jeszcze wolne włosy, które będą  ostatnią warstwą. Mocujemy za pomocą wsuwek.



KROK 3:
Gdy mamy już gotowe dwa supełki na głowie przechodzimy do kolejnego etapu. Pozostałą część włosów zawijamy na palcu tak aby powstał rulonik a następnie przypinamy go od środka wsuwkami.

KROK 4:
Ostatnią rzeczą jaką robimy to zamykamy koczek, zbierając cienkie pasmo z każdego boku i mocujemy za pomocą wsuwki. Dzięki temu kok będzie bardziej zbity.



Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)



czwartek, 2 lutego 2012

HOW TO: Fryzura a'la Żmuda-Trzebiatowska z serialu 'Julia'

Witam,
dzisiaj post w zupełnie innym wydaniu, mowa mianowicie o nowej serii na moim blogu "Jak zrobić fryzurę..." , którą postaram się kontynuować, o ile pozwolą mi na to moje zdolności manualne :)

Ten kto ogląda nowy serial 'Julia' na TVN pewnie rozpozna tą fryzurę, a to dlatego że dość często ona się pojawia. Na początku myślałam, że jest to trudniejsze do wykonania, jednak okazało się wręcz przeciwnie, nie jest to tak aż skomplikowane.


Jedynie czego potrzebujemy to: grzebień, gumkę, wsuwki i  lakier do włosów.

KROK 1:
Tapirowanie - jeżeli masz gęste, grube włosy z pewnością możesz go pominąć, jednak przyda się on osobom, które jak ja mają cienkie, przyklapnięte włosy. 
Pasmo po paśmie, idąc od dołu tapirujemy włosy przy pomocy małego grzebyka, a następnie w celu utrwalenia fryzury spryskujemy włosy lakierem.

KROK 2:
Robimy przedziałek, w zależności od tego kto jaki preferuje. Ja zrobiłam po środku tak jak jest to w orginale i o dziwo wyglądam w nim Ok.
Następnie włosy wiążemy nisko za pomocą gumki, pamiętając jednocześnie o tym aby nie wiązać zbyt mocno. 
Żeby uniknąć efektu oklapniętych włosów, możemy je lekko podnieść używając np. ołówka.

KROK 3:

Kiedy kucyk mamy już gotowy kolejny krok przypomina sposób robienia faworka, tj. za pomocą palca robimy otwór przez który następnie przeciągamy włosy w kierunku zewnętrznym, od dołu. To da nam efekt podwiniętych włosów


KROK 4:

Ostatnim etapem jaki musimy zrobić to podwinięcie włosów do środka i przymocowanie ich kilkoma wsuwkami. 

KROK 5:

 Efekt końcowy 


































Voila!

Wiem, że fryzura wymaga jeszcze dopracowania, ale jak na pierwszą próbę wyszła OK, a poza tym trzymała się całe popołudnie.


Pozdrawiam
zapraszam do komentowania i obserwowania

Mystery





poniedziałek, 23 stycznia 2012

Olejowanie włosów - Alterra Granat & Avocado

Tym razem będzie mowa o produkcie, który pojawił się jakiś czas temu w moim zbiorze kosmetycznym. Chodzi mianowicie o olejek pielęgnacyjny Alterry. Wiem, że teraz obowiązuje promocja w Rossmannie dzięki czemu można go kupić już za 9,99 zł (cena regularna to 13,99/100ml).


Opis producenta. Olejek pięlegnacyjny Alterra z wyjątkowym olejem z owoców granatu i bogatym avocado w sposób wyraźny odświeża skórę i pięlęgnuje ją szczególnie łagodnie. 
Wartościwy olej z pestek granatu w połączeniu z olejem rycynowym i olejem z jojoby rozpieszczają intensywnie skórę i pozwalają jej zachować sprężystość. 
Kompozycja oleju avocado, migdałów i oleju sezamowego dostarcza dodatkowej porcji ochrony i pielęgnacji. Skóra sprawia wrażenie zregenerowanej i wypielęgnowanej.

Skład



Sam zabieg olejowania włosów ma na celu przede wszystkim nawilżyć, odżywić oraz zregenerować nasze zniszczone włosy. Olejek ten więc od samego początku miał mi służyć w tym właśnie celu. Stosuje go na suche końcówki moich włosów, które ostatnimi czasy (chyba ze względu na pogodę, suszenie i prostowanie) są bez życia i trudno się je układa, a same odżywki do włosów jakoś średnio dają sobie z tym radę. Po użyciu Alterry spodziewałam się przede wszystkim: nawilżenia, wygładzenia i odżywienia włosów.

Stosowanie. Olejek używam w formie nakładania go na końce włosów (od uszu w dół). Nie nakładam go na skórę głowy po to by nadmiernie ich nie obciążyć i tym samym aby nie uzyskać efektu odwrotny od pożądanego. Olejek można trzymać na głowie kilka minut, godzin, owijając ją ciepłym ręcznikiem, albo pozostawić na całą noc, by lepiej mógł się wchłonąć i zadziałać na nasze włosy. Następnie zmywam go szamponem bez SLS. Po olejowaniu nie używam już odżywki na włosy. 

Co mi się w nim najbardziej podoba?

skład olej z avocado, granatu, jojoby, migdałów, rycynowy, sezamowy, z kukurydzy, z pszenicy, ze słonecznika, z pestek winogron, z oliwek oraz lanolina (za tą cenę z tak bogatym składem nie znajdziemy chyba nic lepszego),

+ zapach (mimo, że w pierwszej sekundzie delikatnie śmierdzi, momentalnie zmienia swój zapach na przyjemną nutę przypominającą wręcz gumę rozpuszczalną);

+ fajna konsystencja,

+ dobrze zmywa się z włosów nawet po całonocnym trzymaniu, wystarczy zwykły szampon (w moim przypadku również z Alterry) i jednokrotne umycie włosów a następnie przytrzymanie mokrych włosów w ręczniku; efekt: miękkie, puszyste włosy, które z łatwością można rozczesać,

+ nie wiem czy będzie to efekt długotrwały, ale moje białe, rozdwojone końcówki stały się prawie niewidocznie na włosach,

+ nie obciąża włosów i nie pozostawia uczucia tłustości,

+ rano po umyciu są miękkie, delikatne, ładnie się podkręcają na prostownicy, w moim przypadku nie są już takie proste i sztywne na końcówkach jak to bywało wcześniej w moim przypadku,

+ zdecydowanie odżywia oraz nabłyszcza włosy,

+ wygodna butelka, z małym otworem, która ułatwia dozowanie produktu; jednak pomysł ze szklanym opakowaniem nie przypadł mi do gustu, jednak ze względów bezpieczeństwa wolałabym plastikowe,

+ wydajny,

+ cena

Podsumowując jestem zadowolona z efektów działania tego oleju, które są o wiele bardziej widoczne i zdrowsze dla włosów w porównaniu z odżywkami, które można znaleźć w drogeriach kosmetycznych. Obecność tak wielu naturalnych składników z pewnością nie zaszkodzi naszym włosom, a wręcz przeciwnie może im pomóc.

Ponadto olejek ten znajduje swoje zastosowanie nie tylko w pielęgnacji naszych włosów, ale również skóry twarzy jak i ciała. Na razie używam go jedynie w pierwszym przypadku, ze względu na fakt iż do pielęgnacji twarzy używam olejku arganowego i z jojoby. Nie wiem czy moja wrażliwa skóra twarzy byłaby w stanie przyjąć z korzyścią tak bogaty skład jaki ma w sobie Alterra. 

Po użyciu olejku z granatem i avocado mam ochotę na pozostałe dostępne w tej serii, w szczególności na migdał i papaję, który cieszy się także dobrymi opiniami.


Przegląd płynów micelarnych Bioderma

Dotychczas najwięcej używałam płynu micelarnego marki Avene, ale ponieważ moją cera po kilku dużych opakowaniach zbytnio się do tego niego przyzwyczaiła postanowiłam spróbować czegoś nowego. Mój wybór padł na płyny micelarne marki Bioderma. 


Bioderma Sensibio H20 Płyn micelarny do mycia twarzy i zmywania makijażu, do skóry wrażliwej


Opis producenta. Płyn reguluje pracę gruczołów łojowych nie naruszając jednocześnie hyrdolipidowej warstwy ochronnej skóry. Płyn posiada właściwości kojące i łagodzące, nie zawiera mydła, jest bardzo dobrze tolerowany przez skórę dzięki czemu jej nie wysusza.

Płyn jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej, trądzikowej oraz podrażnionej na skutek nadmiernego rogowacenia naskórka zwłaszcza przy ujściach mieszków włosowych. 

Płyn delikatnie oczyszcza, reguluje pracę gruczołów łojowych, posiada działanie antybakteryjne. Micele znajdujące się w płynie pochłaniają wszelkiego rodzaju zanieczyszczenia oraz nadmiar sebum bez wysuszania skóry. 

Skład. Water (aqua), PEG-G caprilic/capric glycerides, cucumis sativus (cucumber) fruit extract, mannitol, xylitol, rhamnose, fructooligosacharides,propylene glycol, disodium EDTA, cetramonium bromide. 

Moje wrażenia. Płyn w swoich właściwościach jest bardzo podobny do wcześniej recenzowanego przeze mnie płynu marki Avene. Muszę jednak powiedzieć, że poza oczyszczeniem nie zauważyłam innych pozytywnych efektów na mojej twarzy (gojenie niedoskonałości, eliminowanie zaskórników etc.). Nie chcę powiedzieć, że jest zły, wręcz przeciwnie, ale w moim przypadku potrzebuję czegoś więcej. 



Plusy 
+ Płyn ten także bardzo dobrze oczyszcza skórę ze wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń, 
+ daje przyjemne uczucie świeżości na twarzy, 
+ nie pozostawia tłustej warstwy, 
+ przyjemnie pachnie., 
+ nie podrażnia, nie szczypie w kontakcie z oczami. 

Minusy
- cena
- średnia wydajność w porówaniu z Biodermą Sebium

Bioderma Sebium H20 Płyn micelarny do skóry tłustej i mieszanej



Opis producenta. Innowacyjny płyn micelarny, który delikatnie oczyszcza skórę bez wysuszania, zmiękczając zanieczyszczenia i wiążąc nadmiar sebum. Wzbogacony o składniki aktywne, płyn micelarny głęboko oczyszcza naskórek i reguluje wydzielanie sebum. 

Zawiera opatentowany kompleks Fluidactiv który reguluje pracę gruczołów łojowych i zapobiega powstawaniu zaskórników. Posiada właściwości łagodzące i kojące. Nie zawiera mydła i nie wysusza skóry. 

SkładAqua, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Sodium Citrate, Zinc Gluconate, Copper Sulfate, Ginkgo Biloba Extract, Mannitol, Xylitol, Rhamnose, Fructooligosaccharides, Propylene Glycol, Citric Acid, Disodium EDTA, Cetrimonium Bromide, Parfum.


Moje wrażenia. Jest to kosmetyk, który spokojnie mogę zaliczyć do moich ulubionych, ponieważ posiada w sobie wszystko to czego moja skóra potrzebuje.

Plusy
+ płyn świetnie oczyszcza skórę twarzy ze wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń,
świetnie radzi sobie z demakijażem twarzy jak i oczu (nie wiem jednak jak radzi sobie w przypadku wodoodpornych maskar),

+  fajnie odświeża skórę twarzy, dzięki niemu skóra staje się odżywiona i miękka,

+ nie pozostawia po sobie żadnego tłustego filtru,

+ ładny zapach,

+  nie podrażnia, nie piecze w kontakcie z oczami, nie wysusza skóry,

+ wydajny (używam go rano i wieczorem i zużycie jest zdecydowanie mniejsze aniżeli w przypadku Biodermy Sensibio, kilka kropli płynu pozwala na dokładne oczyszczenie skóry)

 Minusy
- dość wysoka cena.

Jak działa na naszą skórę? Muszę powiedzieć, że to właśnie Bioderma Sebium zrobiła na mnie jak dotąd najlepsze wrażenie, a to dlatego że nie tylko oczyszcza skórę, ale także poprawia jej stan. Cynk, który znajduje się w jej składzie w moim przypadku wpływa wymiernie na gojenie się drobnych niedoskonałości (płyn w kontakcie z otwartą krostką szczypie, ale mnie to nie przeszkadza bo wiem, że płyn działa). Po jego zastosowaniu czuję, że moja skóra jest czysta. 

Czy płyn usuwa lub eliminuje powstawanie zaskórników? W jakimś stopniu na pewno tak. W moim przypadku płyn nie usunął zaskórników w całości, ale w pewien sposób zmniejszył ich widoczność przede wszystkim na policzkach i czole.  
Zdecydowanie jednak polecam.


sobota, 31 grudnia 2011

Happy 2012



Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku
Mystery

środa, 28 grudnia 2011

Green Tea - zielona herbata dla zdrowia i urody


Muszę przyznać, że przez całe moje życie piłam wyłącznie zwyczajną czarną herbatę, zazwyczaj earl grey.  Moje kubki smakowe już tak zostały skonstruowane, że nic innego w smaku nie jest w stanie przejść mi przez gardło. Zatem wszelkiego rodzaju mięty, rumianki czy też melisy nie dotknęły (i chyba raczej nie dotkną mojego podniebienia). Na zakup pierwszej zielonej herbaty skusił mnie stan mojej cery, która nie wiedząc czemu dostała ogromnego "wysypu" a dodatkowo stosowane kremy nie przynosiły żadnego ukojenia skórze. 


Początki z jej piciem nie były łatwe: najpierw piłam ją w stosunku 1:1 (1 torebka czarnej herbaty + 1 torebka zielonej obowiązkowo z dodatkiem cytryny) aby przełamać nieprzyjemny zapach i smak. Takie rozwiązanie zdecydowanie pomogło przyzwyczaić mnie do innego aromatu, aż z czasem przestałam zauważać różnicę i bez trudu mogłam przerzucić się na picie samej zielonej herbaty.

 Zielona herbata to nie tylko kilka minut przyjemności samego picia, jest to również wspaniały składnik, który ma dobroczynny wkład w naszą cerę. 
Czy wiesz, że zielona herbata wykazuje wiele właściwości zdrowotnych działających od środka -  pomaga nam zwalczać nie tylko oznaki starzenia ale dodatkowo zmniejsza ryzyko powstawania niektórych nowotworów. Po drugie ma dobroczynne działanie na naszą skórę, sprawiając że staje się ona promienista i ma mniejsze skłonności do powstawania wyprysków.

Skład chemiczny zielonej herbaty oprócz mniej znanych związków zawiera nie tylko wiele witamin:
A i F - działa na wzrok, skórę i włosy,
B- wpływa na układ trawienny,
C- w zielonej herbacie występuje w ogromnych ilościach,
K- pomaga odbudować florę bakteryjną,
P- wpływa na naczynia krwionośne,
ale również minerały i mikroelementy: wapń, magnez, fosfor, żelazo, miedź, fluor, krzem, kofeina.


Naukowcy w Wielkiej Brytanii dowiedli, że picie od 4 do 5 kubków zielonej herbaty zmniejsza wysoki poziom cholesterolu i ciśnienia krwi. 
Ponadto
łagodzi objawy trądziku działając przeciwzapalnie zmniejsza zaczerwienienia i wypryski.  Dodatkowo po wypiciu naparu zaleca się położenie listków na zmiany skórne, które wysuszą krostki.
Pomaga leczyć trądzik różowaty - jak pokazały badania blisko 70% osób zauważyło poprawę stanu cery.
- wzmacnia zęby i chroni przed próchnicą, 
- opóźnia efekty starzenia, 
zwalcza wirusy, bakterie oraz infekcje jamy ustnej,
obniża ryzyko zawału serca i miażdżycy,
ułatwia koncentrację,
- zaspokaja pragnienie działając zbawiennie zwłaszcza podczas diety. 

Kilka przepisów na piękną cerę


Z dostępnych na półkach sklepowych polecam następujące zielone herbaty (chociaż wiem, że takie prosto z herbaciarni pewnie smakują lepiej)

Oto mój osobisty ranking:


Herbapol zielona herbata o smaku cytrynowym (4,50zł/20 torebek)

Lord Nelson with Lemon (z Lidla) chyba jak do tej pory moja ulubiona (brak posmaku goryczy) (3,99zł/25 torebek)



Loyd Tea Green Sense z cytryną i limonką bardzo dobra herbata jednak niektórym może przeszkadzać zbyt intensywny smak limonki (4,99zł/20 torebek)



Loyd Tea Zielona herbata liściasta (3,99zł/100g)

Posti Zielona herbata (2,30zł/20 torebek)




Tetley Black & Green Tea (5,99zł/25 torebek)


-

Dakir Green Tea (z Biedronki) (2,99zł/100g)
Pomimo tego że cieszą się dobrą opinią to muszę przyznać, że z testowanych przeze mnie herbat te z biedronki okazały się być najgorsze, bardzo gorzkie w smaku i o bardzo brzydkim aromacie


Herbata Zielona Feel Green (z Biedronki) tej również nie polecam, podobnie jak poprzednia  bardzo brzydko pachnie, jak dla mnie miętą! i jest gorzka) (2,99/20 torebek)

Dzisiaj nie wyobrażam sobie chyba życia bez zielonej herbaty i piję ją non stop!

wtorek, 27 grudnia 2011

Czas na naturalne półprodukty - moje zamówienie z Naturalis

Dzisiejszy post będzie o naturalnych składnikach, które z łatwością można wykorzystać w naszej codziennej pielęgnacji. Muszę się przyznać, że kilka lat temu kupiłam na stronie www.biochemiaurody.com wiele różnych surowców, które na początku regularnie stosowałam, jednak z czasem ze względu na brak efektów o nich zapomniałam a większość z nich skończyła w koszu na śmieci. Kilka tygodni temu zrobiłam kolejne podejście, doszłam do wniosku, że zimą moja skóra potrzebuje wyjątkowego nawilżenia i nieco lepszej pielęgnacji. Szperanie na wielu forach w poszukiwaniu bogatszych w składniki kremów lub innych serów nie należy szczególnie do mojego ulubionego hobby, ze względu na fakt, że posiadam cerę problematyczną, ze skłonnościami do zapychania. Zatem samo znalezienie odpowiedniego dla mnie kremu to nie lada wyczyn.

Jednak stwierdziłam, że zaryzykuję i ponownie zaopatrzę się w naturalne składniki, najwyżej już nigdy więcej do nich nie powrócę. Na liście moich życzeń znalazły się przede wszystkim oleje, kwas hialuronowy i inne produkty za pomocą których mogłabym ukręcić przydatne sera do twarzy.

Przede wszystkim zależało mi na kosmetykach, które mocno odżywią mi twarz, a dodatkowo pomogą mi pozdbyć się starych przebarwień uspokoić moją skórę, zwłaszcza na brodzie, która ostatnimi dniami ma mega skłonności do zapychania i powstawania licznych zaskórników. 

Wiadomo, że obecnie na polskim runku jest wiele sklepów internetowych - począwszy od osławionych stron www.biochemiaurody.com, www.mazidla.com, www.helfy.pl. Jednak wiadomo, że czas oczekiwania tam na towar i wysyłkę jest niezwykle długi, a ponadto często pojawiają się tam braki półproduktów. Zatem w tym przypadku mój wybór padł na

W związku z tym zdecydowałam się na następujące składniki:








Ocena sklepu www.naturaliskosmetyki.pl: Generalnie jestem zadowolona z jakości otrzymanych produktów. Starannie zapakowane i oznaczone (co ułatwia sposób ich przechowywania), miły kontakt, niska wysyłka (tylko 9,50zł) i szybka dostawa towaru (jest szybciej niż w przypadku Biochemii Urody, a większość produktów jest dostępna), niskie ceny. Dodatkowo jeśli się poprosi o próbkę jakiegoś kosmetyku z pewnością otrzymamy coś gratis.

Mam nadzieję, że tym razem wytrwam w stosowaniu moich półproduktów, zwłaszcza że już widzę pozytywne skutki na mojej twarzy. Z pewnością będą one stanowiły doskonały zamiennik dla ogólnodostępnych kremów, które w moim przypadku mają często właściwości zapychające aniżeli odżywiające, a ponadto na pewno sprawdzi się dla cer problematycznych, które wyjątkowo potrzebują delikatnych w składzie produktów o właściwościach silnie regenerujących.

Jak na razie jestem nimi zachwycona i oby było tak do końca.
Mam nadzieję, że moja recenzją komuś się przyda i zachęci do wypróbowania naturalnej pielęgnacji.

Z pozdrowieniami dla Wszystkich,
Mystery

*Napisana przeze mnie recenzja jest w 100% szczera, a kosmetyki zostały przez mnie zakupione.


środa, 21 grudnia 2011

Perfumy Suddenly Madame Glamour - czy Lidl pobił Chanel?

Jakiś czas temu przeczytałam na jednej z zagranicznych stron o fenomenie perfum sprzedawanych w sieci sklepów Lidl - mowa mianowicie o zapachu Suddenly Madame Glamour, który zdaniem wielu osób jest doskonale skomponowanym zamiennikiem luksusowych perfum Chanel - Coco Mademoissele. W Wielkiej Brytanii produkt ten (Suddenly) dosłownie znika z półek Lidla w oka mgnieniu.

*Coco Mademoiselle to klasyczny i doskonały, a zarazem nowoczesny zapach dla pewnej siebie, energicznej kobiety. Chanel jak zwykle nie zawodzi, jest to zapach dość prosty, ale w tym właśnie tkwi jego elegancja. Można powiedzieć, że urzeka swoją prostotą, ale w niczym nie umniejsza to jego niezwykłości. Idealny dla kobiet pewnych siebie, pewnych swojego sukcesu, podążających za swoimi przekonaniami i marzeniami. Świetnie pasuje na codzień, jak i na wieczorne wyjścia. Z Chanel Mademoiselle zawsze możesz być pewna siebie, urzekająca i intrygująca. 

Nie ukrywam, że opis ten jeszcze bardziej spotęgował u mnie pragnienie posiadania tego zapachu, jednak jego cena skutecznie mnie zniechęciła do tego. Zatem postanowiłam poszukać czegoś tańszego o nutach zbliżonych do Coco. Ogarnęło mnie ogromne zdziwienie, gdy na wielu internetowych forach wyczytałam, że Suddenly to wypisz, wymaluj jego tańsza (a zarazem równie dobra) siostra. 





Co więcej "ślepe testy" przeprowadzone na grupie blisko stu osób stwierdziły jednoznacznie, że tańszy zapach Lidla przypadł im do gustu bardziej niż jego droższy zamiennik. Ponadto niezależny znawca zapachów - Jonhn Bailey przyznał, że świeże cytrusy połączone z delikatnymi nutami kwiatowymi prowadzą nas do intrygującego, egzotyczno - orientalnego zapachu, który nie tylko łudząco przypomina Coco Mademoissele, ale dodatkowo wyróżnia się niebywale dobrą jakością. 

Po przeczytaniu paru przychylnych recenzji Suddenly Madame Glamour postanowiłam wypróbować ten zapach. Zawsze to lepiej stracić 16,99 zł i się niemile rozczarować niż 230 zł za orginalny zapach Chanel. 
Zanim zdecydowałam się włożyć Lidlową perfumę do koszyka dzień wcześniej poszłam do sklepu i z ciekawości psiknęłam sobie na nadgarstek, żeby sprawdzić jaki to jest zapach. Na początku mnie nie zachwycił - był intensywny i ostry, jednak gdy wróciłam już do domu pięknie się rozwinął a rękaw mojej kurki pachniał fenomenalnie.


Nuty zapachowe perfum Coco Mademoiselle przedstawiają się następująco:
NUTA GŁOWY - sycylijska pomarańcza, kalabryjska bergamota
NUTA SERCA - róża, orientalny jaśmin
NUTA BAZY- indonezyjska paczula, haitańska wetyweria, vanilia z Reunion, białe piżmo.

Moja opinia o Suddenly Madame Glamour:
- jest to piękny, delikatny ale zarazem intensywny zapach kwiatowy, 
- nie jest duszący i mdły (czego zdecydowanie nie lubię w perfumach),
- rzeczywiście długo utrzymuje się na skórze, 
- prosty flakon,
- pojemność 50ml,
- niska cena - tylko 16,99 zł za tak piękny zapach! 

Muszę szczerze przyznać, że miło rozczarowałam się tym zapachem. Nigdy nie sądziłabym, że delikatesowe perfumy będą w stanie tak mnie zachwycić i jestem pewna, że nie odstawię ich gdzieś na dno szuflady.
Mimo, że zapach Codo Mademoiselle znam tylko z testeru jaki miałam, to szczerze powiedziawszy nie rozpoznałabym, który zapach to Suddenly, a który Chanel - są zbyt bardzo do siebie podobne.
Polecam niezdecydowanym, myślę że warto go wypróbować.


niedziela, 4 grudnia 2011

Blink Blink nails - czas na brokat!

Witajcie,
jak wiadomo Święta zbliżają się coraz szybciej a na dodatek w sklepach możemy spotkać masę kolorowych, błyszczących i świecących dekoracji, które w wyjątkowy sposób wpisują się w otaczającą Nas atmosferę. Okres świąteczny to najlepszy moment, w którym brokatowe kosmetyki, ubrania czy też różnego rodzaju dodatki sprawdzają się doskonale.
Zatem dlaczego nie wykorzystać tego motywu na naszych paznokciach?
Dziejszy post będzie
o Blink Blink Nails.


Nigdy jakoś nie przepadałam za tego rodzaju lakierami, bowiem zawsze wydawały mi się nieco dziecięce. Jednakże będąc ostatnio w drogerii po wielu próbach w poszukiwaniu idealnego brokatowego lakieru natknęłam się na małe święcące cudo, które pokochałam miłością ogromną.

Zanim go odnalazłam testowałam kilka różnych wersji jednak żadna z nich miała doskonałego krycia. Jedne drobinki były za grube, inne za mało zostawiały brokatu. Już miałam zrezygnować z dalszych prób dopóki w szafie Essence nie wypatrzyłam lakieru nawierzchniowego ze specjalnym efektem z serii
  Nail Art 06 you're a gold mine. 



Kolor jest prześliczny, jest to delikatny srebrno - złoty, który świeci się jak białe złoto. Nie jest to typowy srebrny odcień, ale coś lekko ciemniejszego. 
Krycie jest zadowalające, dwie warstwy pozwalają uzyskać efekt dobrze pokrytego paznokcia. Lakier nie odpryskuje, długo się trzyma a jego wykończenie jest gładkie. 

W moim przypadku lakier ten stosuję tylko na jednym wybranym paznokciu w połączeniu z jakimś cielistym kolorem. Jednak następnym razem wypróbuję go na wszystkich, gdyż efekt jaki można z nim osiągnąć jest naprawdę świetny. Nie jest to typowy ciężki brokat, ale delikatna choć widoczna mgiełka. 

Uwielbiam go!



Zostaw po sobie komentarz :)